Zaczynam od mapy rynku, nie od ogłoszenia
Headhunting różni się od standardowej rekrutacji tym, że nie czekam na aplikacje. Najpierw buduję mapę firm o porównywalnej technologii i skali w danym regionie, a następnie identyfikuję osoby, które realnie pełnią poszukiwaną rolę. Dopiero potem zaczyna się bezpośredni, dyskretny kontakt.
Takie podejście ma sens szczególnie w wąskich niszach technicznych — CNC, automatyka przemysłowa, hutnictwo, utrzymanie ruchu, konstrukcja maszyn — gdzie kandydatów jest niewielu i portale ich nie obejmują.
Dotarcie do kandydatów pasywnych
Najlepsi specjaliści techniczni zwykle mają pracę i nie wysyłają CV. Kontakt z nimi wymaga zrozumienia branży i rozmowy konkretnym językiem: o technologii, parku maszynowym, odpowiedzialności i realnym powodzie, dla którego mieliby rozważyć zmianę. To jest rdzeń pracy headhuntera, a nie selekcja nadesłanych zgłoszeń.
Poufność i tempo
Część procesów przemysłowych prowadzę poufnie — przy zmianach organizacyjnych albo zastępstwie obecnej osoby publiczne ogłoszenie jest ryzykowne. Typowy proces headhuntingowy w przemyśle to zwykle kilkanaście dni na mapę rynku i pierwsze kontakty, a następnie selekcja i finalizacja zależnie od dostępności kandydatów i tempa decyzji po stronie firmy.